kosmetyki naturalne

#beautyalert: Pielęgnacja olejami – dlaczego stosowanie olejów to błąd

Jako kosmetolog nie potrafię dłużej milczeć na ten temat. Bardzo cieszy mnie moda na naturalne kosmetyki, jednak często zdarza się, że przeginamy w drugą stronę. Eliminując „chemię” z naszych kosmetyczek popadamy w skrajność i wydaje nam się, że jesteśmy spryciarzami, kiedy całą pielęgnację, od stóp do głów załatwimy olejem kokosowym. Jest na tyle eko i bio, że nie dość, że posłuży naszym włosom i skórze, to przyda się także w kuchni, przy smażeniu i jako dodatek do zielonych koktajli. Błagam, przestańcie. Pisząc o pielęgnacji olejami trzęsą mi się ręce i muszę co chwilę brać głęboki oddech, żeby spokojnie wyjaśnić Wam, dlaczego stosowanie olejów to błąd. Błąd, który może Was sporo kosztować. Ten post wyjaśni Wam, dlaczego olej kokosowy, arganowy, oliwa z oliwek, ani żaden inny, nie zastąpi Wam kremu, serum czy odżywki do włosów. Mało tego. Spotkałam się z opinią, że oleje polecane są osobom z atopowym zapaleniem skóry (AZS)…

Dobry krem do twarzy

Nie wiem jak Wy, ale ja często miewam poczucie, że kremy do twarzy, poza nawilżeniem skóry, robią nic. Takie nic, że ani nie jest lepiej, ani gorzej, coś tam wklepuję, żeby make-up trzymał się lepiej, a wieczorem żeby skóra miała co jeść nocą. To przeświadczenie zniknęło, kiedy zaczęłam używać na dzień Make Me Bio, Beautiful Face, a na noc naprzemiennie krem z kwasem glikolowym, o którym pisałam TU oraz nowy krem tołpy, idealic. Właściwie to Beautiful Face nadawałby się na dzień i na noc, ale kremom matującym pozostawiam pole do popisu w ciągu dnia. Jest bardzo gęsty i wydajny, jego zapach przypomina mi olejek z drzewa herbacianego/melisowy, w każdym razie jest przyjemny. Mimo, że mam skórę tłustą, przyzwyczaiłam się do jego nieco lepkiej konsystencji i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie nałożyć teraz pod makijaż coś lżejszego. W końcu tłustą skórę też należy nawilżać i odżywiać, a Beautiful Face ma działanie matujące, więc nie ma obawy o…

Domowe SPA: Marokańska odnowa – krok trzeci

Wreszcie ostatni krok domowego rytuału SPA 🙂 Jest wyjątkowy, bo nie ogranicza nas jeśli chodzi o dobór kosmetyku końcowego. Skórę twarzy, szyi i dekoltu możemy poczęstować zupełnie czymś innym niż resztę ciała, wszystko zależy od problemu z jakim chcemy się rozprawić, albo od wyznaczonego celu. Jeśli rytuał ma pozostać marokańskim, w grę wchodzi tak modny teraz olej arganowy. Jedyny olej, który sprawdziłam to ten z Organique. W jego składzie znajdziemy wyłącznie olej arganowy, żadnych konserwantów. Nie pachnie wbrew panującej opinii, że posiada specyficzny zapach orzechów, albo że pachnie kozą (!!!). Jako że jest jednym z droższych olei, polecam stosować go na skórę twarzy, szyi i dekoltu. Nadaje się do skóry wrażliwej, także na skórę wokół oczu, co przy jego przeciwzmarszczkowym działaniu jest zbawienne, bo nierzadko uroniłam łzę po zaaplikowaniu specyfiku pod oczy. Zawiera NNKT (niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe), kwas linolowy, fitosterole, witaminy E i F, stąd słusznie nazywany jest eliksirem…

Domowe SPA: Marokańska odnowa skóry – krok drugi

Czekając na przyjemne temperatury powyżej 10 stopni Celsjusza zaczęłyśmy nasz domowy marokański rytuał. Mamy już za sobą eksfoliację naskórka, czas więc na dogłębne oczyszczanie i wygładzanie. W roli głównej występuje Glinka Ghassoul (Rhassoul). Glinka Ghassoul jest bogata w związku krzemu i magnezu, a także w takie pierwiastki jak wapń, żelazo, glin, miedź, lit i cynk. To nie znaczy, że będziemy ją jeść, ale nasza skóra dzięki czarnemu mydle (krok 1) świetnie wchłonie te elementy. Poza tym glinka świetnie detoksykuje i wygładza naskórek. Wystarczy rozrobić ją z wodą do konsystencji gęstej śmietany, powstanie w ten sposób urocze błotko gotowe do nałożenia na skórę. Jeśli masz skórę suchą najlepiej dodaj kilka kropli oliwy z oliwek albo innego oleju (arganowy, oliwka dla dzieci), ponieważ maski z glinki mogą powodować uczucie nieprzyjemnego ściągania w trakcie zasychania na skórze. Posiadaczki skóry tłustej i/lub zanieczyszczonej docenią jej właściwości absorbujące, dlatego można po nią sięgać również przy…

Domowe SPA: Marokańska odnowa skóry

Kalendarzowy pierwszy dzień wiosny mamy już za sobą. Przed nami prawdziwa wiosna, a za tym idzie zrzucenie z siebie warstw ubrań i makijażu. Pokażemy więcej ciała, ale zanim to nastąpi proponuję odpowiednio się przygotować. Mój sposób jest prosty, ekologiczny i spektakularny. Składa się z trzech kroków, które wykonasz sama we własnej łazience. Taki zabieg nazywam marokańską odnową skóry, bo wszystkie, albo prawie wszystkie produkty jakich do niego potrzebuję pochodzą oryginalnie z Maroka. Są to: Savon Noir – czarne mydło marokańskie o właściwościach eksfoliujących, glinka Ghassoul oraz olej arganowy. Marokański domowy rytuał łatwo wchodzi w nawyk, ze względu na szybkie efekty, a wykonywać możemy go zarówno na samą twarz jak i całe ciało. Także do dzieła! Krok pierwszy: eksfoliacja Savon noir, czyli czarne mydło marokańskie to kosmetyk, w który nie wierzyłam dopóki nie spróbowałam. Wcześniej nie byłam fanką naturalnych kosmetyków, ale od momentu poznania Savonu zaczęłam je doceniać. Mydło ma konsystencję…

Navigate