L’Occitane en Provence

Prowansja to nie tylko lawenda, a L’Occitane to nie tylko najlepszy na świecie krem do rąk z 20% masłem shea :)) Przedstawiam Wam kilka moich ulubieńców, których lista na nieszczęście mego portfela rośnie. Jako obsesyjna fanka lawendy, wierząca w jej działanie relaksujące i nie tylko, zacznę od produktów z królową Lamiaceae w roli głownej składu kosmetyku.

2-1
Od lewej: płyn do kąpieli, którego żelowa konsystencja przekłada się na wydajność produktu. Po wlaniu dwóch zakrętek do strumienia wody daje duuużo piany. W takiej kąpieli zmęczone mięśnie się rozluźniają, a myślami odlatujemy gdzieś w okolice Prowansji właśnie. Kolega obok to 2w1: żel pod prysznic i płyn do kąpieli. Oprócz lawendy zawiera geranium i drzewo herbaciane, przez co świetnie odświeża skórę, a jego zapach koi zmysły. Uwielbiam się nim umyć po treningu.

3-1Powyżej seria chyba, mimo mej miłości do lawendy, najbliższa mojemu sercu. Zapach migdałowy jest inny niż w kosmetykach migdałowo-podobnych, których raczej unikałam ze względu na duszącą, słodką woń. Tutaj migdał jest w wersji lekkiej, świeżej i inspirującej. Olejek do mycia ciała pod prysznic jest mistrzostwem świata. Każda sucha skóra go pokocha, zwłaszcza należąca do tych leniwych osobników. Olejek delikatnie myje, otulając skórę aromatem migdała i pozostawiając ultracienki film, który daje uczucie komfortu i odprężenia. Coś niesamowitego. W słoiku po prawej stronie, jest już ‚zjedzony’ przez moją skórę krem do ciała. Ma lekką formułę, więc świetnie sprawdza się też w ekspresowej porannej pielęgnacji, ze względu na ekstratempo wchłaniania. Nawilża i wygładza na piątkę z plusem. Myślę, że tych dwóch produktów nie powinno się rozdzielać, w połączeniu na ciele pachną długo, subtelnie ale baaardzo zmysłowo :))

4-1A oto SOS dla skóry suchej – lekki krem do ciała z 10% zawartością masła shea. Atuty: nie pozostawia tłustego filmu na skórze, szybko się wchłania pozostawiając skórę gładką i miłą w dotyku, genialnie pachnie. Dostępne są trzy wersje zapachowe tego cudeńka, ja wybrałam na zimę zapach waniliowy – co znowu dla mnie było zaskoczeniem, bo nigdy nie lubiłam kosmetyków pachnących jak jedzenie. A tutaj wanilia nie pachnie typowo, wręcz zaskakuje nutą palonego drewna. Czuję się jakbym miała w domu upragniony kominek 😉 Wady: brak :))

6

Jako że L’Occitane (czyt. Loksitan) w większości produktów bazuje na maśle shea, nie mogło się obyć bez sztandarowych przyjaciół ust zawierających 10% i 100% masła shea. Sztyft do ust idealny do torebki i ochrony ust w ciągu dnia, poza domem. Ma dobre powinowactwo do ust, przez co trudno go z nich zjeść czy zlizać. Nie pachnie, nie zlepia ust. W puszeczce po prawej mamy czysty 100% wyciąg z masła shea z witaminą E. U mnie sprawdza się w domu – ze względu na aplikację palcem, jako doraźne nawilżenie ust, oraz nocna regeneracja, bo ma właściwości silnie odżywcze. Na jego bazie w połączeniu z cukrem można sobie zrobić domowy eko-peeling ust. Produkt bardzo, bardzo gęsty, twardy, mięknący pod wpływem ciepła – stąd dobrze przylega do ust, chroniąc je skutecznie nawet w zamieci śnieżnej. Polecam też do każdych ekstremalnie przesuszonych miejsc na skórze i jako regenerację i jako niewidzialny opatrunek.

5-2
Kolejne uzależnienie, tym razem moich włosów za sprawą serii Aromakologia, mającej w składzie aż 5 olejków eterycznych: ylang-ylang, geranium, paczula, lawenda, dzięgiel. Reprezentantem jest buteleczka po lewej, w tej chwili już zużyta, była to odżywka do włosów z linii regenerującej. Najpierw oszalałam na punkcie szamponu, potem okazało się że bez odżywki też nie mogę się obejść, bo nałożona pod prysznicem na zaledwie 1,5 minuty, pomaga rozczesać moje dziko splątane włosy bez wyrywania ich i szarpania. Szampon ma w swoim zapachu taką moc, aż śmiało można powiedzieć, że myjąc głowę fundujemy sobie przy okazji aromaterapię. Serio. Nigdy dotąd tak długo i dokładnie nie myłam głowy i włosów, które pachną później przyjemnie i świeżo. Oczywiście czuć lawendę, no bo jak 😉
Butelka po prawej to żel pod prysznic z serii Kwitnąca Wiśnia, która wbrew pozorom nie pachnie słodko i przewidywalnie. Zapach jest bardzo wdzięczny, kobiecy, przyjemnie odświeża i pozostaje na skórze jakiś ładny czas po umyciu. Co więcej, to również jest 2w1, można go użyć do kąpieli. Milutki produkt :))

Bardzo podobają mi się opakowania, kolory i szata graficzna opakowań L’Occitane. Proste ale niebanalne 🙂

Następnym razem postaram się napisać coś o moich kolorowych zachwycających odkryciach.

Miłego lutego :))
Bisous!

Navigate